Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Avene. Pokaż wszystkie posty

Projekt denko

Pierwsze denko w tym roku. Produkty już niemal wysypują mi się z torby więc nie przedłużając szybko je omówię.


* Woda termalna Uriage- bardzo dobry produkt do spryskania buzi dy jest podrażniona, alergiczna lub chcemy ją po prostu nieco odświeżyć np. latem podczas upałów. Mój egzemplarz trzymałam w lodówce więc była przyjemnie chłodna. Przy mojej naczynkowej cerze szybko przynosiła mi ulgę.

* Suchy szampon Frotte- obecnie chyba jedyny do jakiego mam dostęp. Z działania jestem bardzo zadowolona, chociaz nieraz muszę się namęczyć aby dobrze go wyczesać. Ostatnio staram się jednak ograniczać używanie suchych szamponów bo slyszałam, że mogą wpływać niekorzystnie na kondycję włosów i wzmagać wypadanie.

* Mleczko do demakijażu Pat&Rub- zawieruszyło się gdzieś w moich zbiorach i odkryłam je całkiem niedawno, niestety było przeterminowane już około 6 miesięcy. Swego czasu bardzo je lubiłam i nawet pisałam o nim na blogu TUTAJ. Ostatnio wyrosłam jednak z miłości do mleczek do demakijażu.

* Szampon Herbal Essences- dobrze sprawował się na włosach, oczyszczał je i nie pozostawiał żadnej warstwy, która mogłaby przyspieszać przetłuszczanie moich włosów. Dodatkowo przepięknie pachniał.



* Bioderma h2o AR- płyn micelarny do cery naczynkowej. Na chwilę obecną mój Święty Graal, ponieważ w miejscu w którym mieszkam woda kranowa strasznie szkodzi mojej cerze i makijaz zmywam tylko i jedynie tym micelem. Jest genialna! Mam już na zapasie 2 opakowania, bo ostatnio w aptece zrobiłam deal życia (wpominalam o tym na moim Instagramie). Miała też swoje 5 minut w poście o MOJEJ AKTUALNEJ PIELĘGNACJI.

* Żel do mycia twarzy Pharmaceris seria dla Naczynkowców- świetny i niezwykle delikatny żel do mycia twarzy. Idealnie zmywa cały makijaż, włącznie z oczami. Z chęcią zakupiłabym kolejne opakowanie gdyby nie fakt, że woda kranowa mi szkodzi.

* Avene Antirougeurs- krem dla naczynkowców- powinnam jak najszybciej poświęcić osobny post, bo ten krem w połączeniu z płynem Biodermy uratował moją cerę a było naprawdę źle. Świetny zarówno na noc jak i na dzień pod makijaż.

* Krem z filtrem Vichy- bardzo go lubiłam, świetnie chroni skórę i jest bezproblemowy w użytku. Nie jest tłusty, nie klei się i bardzo dobrze nosi się na nim makijaż. Polecam i sama muszę na wiosnę kupić nową tubkę.

* Żel pod oczy ze świetlikiem z Flosleku- swego czasu dosyć lubiłam te żele, teraz są dla mnie zdecydowanie zbyt lekkie, wolę kosmetyki bardziej treściwe.

* Lirene tonik- jak dla mnie dość przeciętny produkt, o wiele lepiej sprawdzał mi się ten redukujący przebarwienia, a którego jak na złość nie mogę dorwać w swoim Rossmanie.


* Zmywacz Ebelin- tani i dobrze sobie radzi. Czego chcieć więcej?

* Krem do stóp Balea z mocznikiem- najlepszy jaki dotychczas miałam, świetnie radził sobie z moimi wiecznie przesuszonymi stopami.


* Żel pod prysznic Lirene Brzoskwiniowy deser- piękny zapach, reszta jego właściwości bardzo przeciętna. Dodatkowo miałam wrażenie, że przesusza mi skórę. 

* Żel pod prysznic z Biedronki- DRAMAT! Zobaczyłam go w jakiejs gazetce promocyjnej i poprosiłam mamie aby mi o kupiła. Wyobrażałam sobie jak pięknie będzie on pachniał jagodami. Niestety śmierdział niemiłosiernie, że musiałam się zmuszać aby po niego sięgać.

* Seria Elseve Fibralogy- miałam odżywkę i aktywator gęstości, który należało mieszać z odżywką z tej serii. Ciężko mi powiedzieć czy moje włosy zyskały jakoś na objętości przy jego stosowaniu. Zauważyłam jedynie, że są o wiele bardziej puszyste.

* Szampon Schaum z kofeiną- fajnie oczyszczał włosy, były po nim naprawdę lekkie i długo świeże. Lubiłam go. 

* Odżywka Alverde z awokado- bardzo zaskoczył mnie ten produkt. Niebawem napisze nieco więcej na jego temat jak i odżywki z tej samej serii. 



Poniższe zdjęcie jest wynikiem przeglądania moich kosmetyków, niektóre zużyłam, niektóre sie zwyczajnie zepsuły.

Z wyżej przedstawionych produktów mogę z czystym sercem polecić eyeliner w pisaku z MySecret. Nie bójcie sie go, nie jest Waterproof a końcówka nadawała się do użytku przez jakieś 4 miesiące, co dla mnie jak na pisak jest świetnym wynikiem. Podkład z Kobo również był całkiem przyjemny. Ładnie krył, wyglądał bardzo naturalnie na buzi i był dosyć trwały. Niestety ostatnio zamiast podkładu wylatuje z niego sama woda więc chyba już nadszedł jego kres. Baza z Essence I love Stage to szajs jakich mało. Za baza Inglota również nie przepadam, podobnie jak za żelem do brwi z Catrice.  Dwa produkty do ust, które tylko odleżały swoje w szufladzie, nie wiem czy nawet raz miałam je na ustach a teraz śmierdzą i nadają się tylko do kosza. To czysty dowód tego, ze w ogóle nie powinnam kupowac kolorówki do ust. Srebrny eyeliner z Inglota wysechł na kamień, a paletka cieni jest ze mną już zdecydowanie za długo. 

Aktualna pielęgnacja twarzy

Od połowy września w mojej pielęgnacji twarzy zagościł względny minimalizm. Przekonałam się, ze moja skóra ma się najlepiej wtedy gdy nie przytłaczam jej ogromem produktów i zabiegów. Doszłam do takiego etapu gdy moja skóra na policzkach była non stop tak czerwona, że nie byłam w stanie zakryć jej makijażem. Przeraziłam się wtedy i poszłam do najbliższej apteki szukać pomocy. Na szczęście trafiłam na przemiłą ekspedientkę, która mimo małej bariery językowej, pomogła mi dobrać odpowiednie produkty do pielęgnacji. To ona zasugerowała, że problemem może być kontakt mojej skóry z wodą kranową. Zastosowałam się do jej rad a po miesiącu pobiegłam jej podziękować, bo nowa pielęgnacja zdała egzamin na 100%.

Mam skórę wrażliwą, naczynkową i bardzo łatwo czerwieniącą się. Dodatkowo ma dużą tendencję do przesuszania się.

Oto produkty, które sprawdzają się ostatnio najlepiej:


Pierwszym krokiem w mojej pielęgnacji jest oczyszczanie.
Niestety ze względu na nowe miejsce zamieszkania musiałam zrezygnować z mycia twarzy żelami i wodą. Niemal stuprocentowo ograniczyłam kontakt mojej skóry z wodą z kranu. 
Do zmycia makijażu dzielnie służą mi olej kokosowy oraz płyn micelarny z Biodermy, z serii AR przeznaczonej do skóry naczynkowej.
Oleju kokosowego używam do pierwszego oczyszczenia twarzy. Zmywam nim również makijaż oczu, spisuje się tu doskonale, jednak gdy użyjemy zbyt dużą ilość może to skutkować lekkim zamgleniem oczu. Mój egzemplarz jest olejem nierafinowanym, a więc przepięknie pachnie kokosem. Stosuję go również w pielęgnacji ciała i włosów. Zauważyłam także, że moje rzęsy polubiły taką metodę demakijażu bo zdecydowanie odżyły.
Po oczyszczeniu twarzy olejem kokosowym przemywam ją wacikiem nasączonym Biodermą, aby doczyścić twarz z resztek makijażu a także wyrównać jej Ph.

Po takim oczyszczaniu czuję, że moja twarz jest czysta, jednak nie wysuszona i nie pozbawiona tej wierzchniej warstwy lipidowej, jak to robią niektóre żele do mycia twarzy.

Gdy moja skóra jest podrażniona lub zaczerwieniona (np. od powietrza z grzejników) spryskuję ją wodą termalną z Avene. To malutkie opakowanie dostałam w gratisie przy zakupie kremu.

Moim ulubionym kremem jest obecnie Avene Anti-Rougeurs. Szybko się wchłania, nawilża skórę a co najważniejsze ma zbawienny wpływ na moje naczynka. Już po tygodniu stosowania widziałam różnicę w wyglądzie skóry, która wcześniej była non stop czerwona i piekąca. Krem ten ma też lekko zielonkawy kolor, którego nie widać po aplikacji, a który bardzo ładnie niweluje zaczerwienienia.  

Serum pod oczy z Alverde było kupnem w ciemno. Potrzebowałam pilnie coś pod oczy a to serum wyglądało całkiem zachęcająco. Ma ładny owocowy zapach, lekką konsystencję i szybko się wchłania. Nawilżenie jest przyzwoite. Jednak gdy go wykończę poszukam czegoś bardziej treściwego.
Przy okazji nie polecam kremu pod oczy Balea z serii Urea. Gdy go stosowałam to rano budziłam się z zapuchniętymi i szczypiącymi oczami. Koszmar. 




Gdy czuję. że moja skóra potrzebuje większego nawilżenia lub odżywienia sięgam po serum, które nakładam pod krem. Obecnie posiadam arganowe serum ze Starej Mydlarnii oraz serum z Bioliq.
Ten pierwszy baaaardzo lubię i przepięknie pachnie. O Bioliq nie mogę się za bardzo wypowiedzieć bo użyłam go do tej pory może ze dwa razy. 


Bardzo ważna jest dla mnie odpowiednia pielęgnacja ust. Nie lubię uczucia spierzchniętych lub przesuszonych warg, dlatego zapobiegawczo kilka razy dziennie sięgam po Carmex lub pomadkę z BabyLips. 


Od czasu do czasu, gdy mam ochotę nieco dopieścić moją skórę a ma to miejsce 1-2 razy w miesiącu, sięgam po maseczki. Lubię glinkę anapską, która świetnie uspokaja naczynka i odżywia skórę. Świetnie sprawdza się u mnie również Spirulina. Glinkę lub spirulinę mieszam zazwyczaj z hydrolatem z kwiatów pomarańczy.
Z gotowych maseczek drogeryjnych uwielbiam Ziaję i ich maski regenerujące. Zawsze jak jestem w Rossmanie to robię sobie zapas.



I to by było na tyle. Wiem, że dla niektórych osób taka ilość produktów może wydać się spora, jednak dla mnie jest to optymalna liczba. Nie eksperymentuję z moją skórą, nie testuję co 2 tygodnie nowych produktów i nie kupuję na wyprzedażach, rzeczy których prawdopodobnie nawet nie użyję.
Ustatkowałam się ;-)

5 ulubionych kosmetyków roku 2014




W końcu zebrałam się w sobie i jestem :)
Święta minęły mi zdecydowanie zbyt szybko, na szczęście mam jeszcze parę dni wolnego i odpoczywam w rodzinnym domu. Ciężko mi się do czegokolwiek zmobilizować, ale blog to moja pasja i odskocznia od codzienności.

Rok 2014 dobiega końca. Ciężko mi w to uwierzyć. Rok pełen wyzwań, zmian i stresów dobiegł końca.

W 2014 roku przez moje ręce przewinęło się trochę kosmetyków, nie była to jakaś spora ilość ponieważ starałam się dokonywać rozsądnych zakupów i starałam się trzymać sprawdzonych kosmetyków.

Nie przedłużając, przejdę do ulubieńców:

1. Podkład Maybelline Affinitone- za radą koleżanki wróciłam do niego pod koniec 2013 roku i towarzyszył mi przez cały 2014 rok. Świetny podkład za przystępną cenę. Spełniał najlepiej wszystkie moje wymagania. W ciągu roku zużyłam chyba z 5 opakowań, zawsze muszę mieć go w kosmetyczce. Pisałam o nim już kiedyś na blogu, ale na dniach planuję dodać kolejny wpis na jego temat.


źródło: http://www.kozmotrend.com/media/catalog/product/cache/1/image/c417ced0bdeec43197eb7dd0c4c6f7af/m/a/maybelline_affinitone_fond_ten.jpg


2. Masło do ciała Balea Kakao- pierwszy egzemplarz dostałam od mojego Ukochanego, który pojechał do Niemiec odwiedzić swoją siostrę. Poprosiłam go o kilka rzeczy z DMu, m.in. żel pod prysznic, jakiś balsam do ciała itp. Kupił je kompletnie w ciemno a okazało się moim hitem roku 2014. Świetny skład, przyjemny zapach i co najważniejsze widoczne i długotrwałe odżywienie i nawilżenie skóry. Kosztuje około 2 euro, jest bardzo wydajne a opakowanie uważam za bardzo poręczne. Towarzyszyło mi niemal przez cały rok, latem podczas upałów nieco rzadziej ze względu na dość treściwą konsystencję. Uwielbiam je!

źródło: http://2.bp.blogspot.com/-GkFNY_y7_ow/Uio4EG_mJ8I/AAAAAAAAHGA/24S8Q48Ni3c/s1600/bild-balea-bodybutter-kakao-data.png

3. Olejek Alterra pomarańcza i brzoza- miałam wcześniej inne wersje tego olejku, jednak to wersja z pomarańczą i brzozą okazała się strzałem w dziesiątkę. Stosuję go do ciała oraz na włosy i z obu zastosowań jestem zachwycona. Nałożony na skórę szybko się wchłania, koi podrażnienia i odżywia skórę. Moje włosy również go pokochały. Nakładam go na suche włosy na całą noc a rano po umyciu moje włosy są mieciutkie i wygładzone. Zaskoczył mnie również swoją wydajnością bo mam go już jakiś czas i sięgam po niego dosyć często a mam jeszcze 1/3 buteleczki. Zapewne wpływ ma na to nowe opakowanie, które zawiera pompkę i pozwala na lepsze dozowanie produktu.

źródło: http://s.dobra-mama.pl/post/automatycznie-zapisany-szkic/Alterra-olejek-do-cia%C5%82a-brzoza-i-pomara%C5%84cza-431x610.jpg

4. Cienie Inglot- poznałam je bliżej podczas pracy w tej firmie i jestem oczarowana. System palet Freedom uważam za fantastyczne rozwiązanie. Gotowe zestawy cieni do mnie nie przemawiają a w Inglocie mogę wybrać odcień a także wykończenie jakie mnie interesują. Cienie są też dobre jakościowo, ładnie napigmentowane, trwałe i nie osypujące się. Posiadam obecnie 3 pełne paletki na 10 cieni plus jakieś pojedyncze wkłady. Muszę zebrać się w sobie i w końcu je sfotografować. 

5. Apteczna pielęgnacja cery- niestety w tym roku boleśnie przekonałam się, że produkty do twarzy z drogerii kompletnie nie służą mojej kapryśnej twarzy. Całkowicie przestawiłam się na pielęgnację z apteki a moje apteczne marki i hity to:
* Pharmaceris seria N dla skóry naczynkowej- uwielbiam przede wszystkim żel myjący do twarzy i krem odżywczy oraz wzmacniający naczynka
* Avene Antirougerous dla cery naczynkowej, krem z tej serii stanowi obecnie podstawę mojej pielęgnacji.
* Bioderma płyn micelarny z serii Anti Rotungen, przeznaczony dla skóry naczynkowej. Napiszę o nim wkrótce coś więcej.
* Uriage krem z serii Roseliane


To moja złota 5! Kosmetyki, bez których nie potrafię się obejść, czyli totalne KWC.

A Was co najbardziej zachwyciło w 2014 roku?

Projekt denko czyli kilka mini-recenzji cz. I

Przez ostatnie miesiące mojej nieobecności w blogosferze sumiennie zużywałam swoje kosmetyczne zapasy i tak naprawdę mało nowych rzeczy kupiłam. Dziś zebrałam się w sobie i sfotografowałam wszystkie swoje denka, zdjęcia powtarzałam aż 3 razy w różnych kombinacjach i nieco poszalałam z obróbką. Dajcie znać jak Wam się podobają.

Zapraszam na część pierwszą denkowego postu poświęconą produktom do pielęgnacji twarzy.


1. Eveline hialuronowy roll-on pod oczy- bardzo fajnie odświeżał skórę wokół oczu, nie podrażniał, nie wysuszał i był niesamowicie wydajny. Bardzo go lubiłam, ale miałam go tak długo, że mocno mnie sobą znudził więc bardzo się cieszę że go zużyłam i mogę rozejrzeć się za czymś nowym.

2. Serum do twarzy ze Starej Mydlarni z olejkiem arganowym & neroli- cudo! Niedawno zaczęłam powoli odkrywać produkty tej marki i muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona ich jakością. Serum to miało lejącą konsystencję jednak aplikacja nie sprawiała mi większych problemów. Dobrze rozprowadza się na twarzy, nie spływa i jak na olej wchłania się całkiem szybko. Dodatkowo ma przepiękny pomarańczowy zapach co ujęło mnie kompletnie, bo cierpię na poważną manię na punkcie cytrusowych zapachów. Efekty jakie dawał na mojej skórze były zauważalne gołym okiem, skóra była wyraźnie bardziej odżywiona, gładsza, ukojona. Serum kupiłam stacjonarnie w sklepie Starej Mydlarnii we Wrocławiu i kosztowało mnie ok. 22 złotych. Było dosyć wydajne, wystarczyło mi na ok.2,5 miesiąca codziennego stosowania. Na pewno zakupię je ponownie jak tylko powrócę do Wrocławia bo brakuje mi go.

3. Krem Vitality by Matis z witaminą C- pomimo moich najszczerszych chęci nie polubiliśmy się. Drażnił mnie jego zapach i dosyć ciężkawa konsystencja. Długo się wchłaniał, średnio sprawdzał się pod makijaż i z moją skórą miał relację love-hate. Jednego dnia super odżywiał moją skórę, nadawał jej niesamowicie zdrowego wyglądu i blasku (chwała witaminie C!) a drugiego była poszarzała, przetłuszczona i zmęczona. Stosowałam go 2 razy w tygodniu i szybko mi uciekł w opakowania, z czego jestem raczej rada.

4. Woda kwiatowa z kwiatów gorzkiej pomarańczy- zakupiona na e-naturalne.pl. Bardzo przypadła mi do gustu.
Po pierwsze: cudownie tonizuje i odświeża skórę, przygotowując ją do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych.
Po drugie: działa naprawdę kojąco na moją naczynkową cerę.
Po trzecie: przyjemnie pachnie cytrusami (tak tak jestem uzalezniona ;))
Po czwarte: kosztuje mniej niż 10 zł.
Zdecydowanie kupię kolejne opakowanie i Wam również polecam wypróbować, zwłaszcza jeśli posiadacie skłonną do podrażnień skórę.



5. Pharmaceris żel pod oczy- pisałam już o nim na  blogu. Produkt kompletnie bez rewelacji. Lekka żelowa konsystencja, bezzapachowy. Niestety nawilżenie słabiutkie, musiałam nakładać go kilka razy aby poczuć jego działanie.

6. Pharmaceris krem głęboko nawilżający- powiem krótko: nie lubię go. Długo się wchłania a i tak pozostawia skórę lepką. Makijaż się na nim trzyma słabiutko. Poziom nawilżenia również mnie nie zachwycił. Zdecydowanie bardziej wolę jego brata- multilipidowy krem odżywczy z tej serii. Z tym męczyłam się bardzo długo i jego resztkę zużyłam do łokci i stóp

7. Pharmaceris płyn micelarny- zacznę od tego, że sama idea płynów micelarnych do mnie nie przemawia i najzwyczajniej w świecie nie lubię ich używać. Myślałam, że ten produkt zmieni moje zdanie, ale on jeszzce bardziej mnie w tym utwierdził. Słabo zmywa makijaż, z pomalowanym okiem kompletnie sobie nie radzi. No i największy minus: strasznie podrażnia oczy i delikatną skórę wokół.

8. Pharmaceris kojący żel myjący- po prostu uwielbiam ten produkt! Jest niesamowicie delikatny dla wrażliwej skóry a oczyszcza ją nawet z bardzo mocnego makijażu. Wystarczy niewielka kropla a rozprawi się nawet z najcięższym podkładem i mocnym eyelinerem. Po jego użyciu czuję, że moja skóra jest czysta, ale nie odczuwam dyskomfortu ściągania lub wysuszenia skóry. To już moje trzecie zużyte opakowanie i na pewno kupię go ponownie, zwłaszcza że nie jest drogi jak na apteczny produkt, kosztuje ok. 25 zł.



9. Krem z mocznikiem BioNike- pisałam już o nim na blogu. Bardzo fajny produkt, dobrze odżywia suchą skórę, ale niestety jest dosyć drogi i narazie poszukuję tańszego zamiennika.

10. Maska Avene Antirougerous przeznaczona do cery naczynkowej. Również wspominałam już o niej na blogu, wystarczy wpisać w wyszukiwarce. Przyjemna żelowa konsystencja, dobrze się rozprowadza i widocznie zmniejsza zaczerwienienie i łagodzi skórę. Pomimo tego nie wrócę do niej bo znam lepsze a ta do najtańszych nie należy.

11. Serum na noc Revitacell- no cóż, spodziewałam się cudów a okazało się średniawką. Konsystencja kremowa, produkt bezzapachowy, opakowanie z pompką- to jego niewątpliwe zalety. Niestety poziom nawilżenia słabiutki, zawsze musiałam mieć mocniejszy krem w zanadrzu. Innych jego rezultatów na swojej skórze nie odnotowałam. Kolejny drogi kremik, który nic nie robi.

12. BioNike krem pod oczy Defence Eye- najlepszy krem pod oczy jaki miałam okazję używać. Ma lekką i kremową konsystencję, która jest przy tym niesamowicie treściwa. Po jego nałożeniu dosłownie czuć jak krem wchłania się w skórę i ją nawilża. Uwielbiam go za to właśnie nawilżenie oraz łagodzenie wszelkich podrażnień i alergii. Produkt nie zawiera w sobie barwników ani substancji zapachowych. Był dosyć wydajny, wystarczył mi na pół roku codziennego stosowania. Chętnie zakupiłabym go ponownie, ale nie należy do najtańszych i na dzień dzisiejszy niestety mam ważniejsze wydatki.


Zużyłam również kilka mini-opakowań:


13. Clinique Turnaround Overnight- w założeniu miał to być mocno odżywczy krem na noc. W rzeczywistości okazał się słabiutki. Konsystencja zbyt lekka, nawilżenie kiepskie, wydajność tragiczna. Nigdy więcej.

14. Biotherm Aquasource- krem nawilżający. Strasznie odpychał mnie jego mocno spirytusowy zapach, dodatkowo z tego co pamiętam alkohol denat. wysoko w składzie. No, nie. Ja podziękuję.

15. L'occitane krem na noc- zapachem mocno przypominał mi krem Reve de Miel z Nuxe, jest to zapach kojarzący mi się z latem i słonecznikami. Niestety poza tym nic mnie w nic nie zauroczyło, właściwości pielęgnujące mocno przeciętne, na poziomie kremu drogeryjnego niskiej półki. A cena pełnowymiarowego opakowania (ok. 249 zł) przyprawia mnie o salwy śmiechu. Miłości z tego nie będzie.


I to by było na tyle. Jak widać w kwestii pielęgnacji skóry zrobiłam się strasznie wymagająca, ale uważam to za dobrą rzecz. Po intensywnym testowaniu nowości, ciągłym żonglowaniu produktami pielęgnacyjnymi moja skóra nieco oszalała i dużo czasu zajęło mi przywrócenie jej do stanu względnie normalnego.

Znacie produkty, które pokazałam? Mamy podobne zdanie na ich temat? A może macie kompletnie odmienne wrażenia?

Avene Antirougeurs calm- maseczka łagodząco-regenerująca dla skóry suchej z rozszerzonymi naczynkami

Odkąd pamiętam moje policzki to dwa różowe placki. Czasy szkoły podstawowej i gimnazjum to był koszmar bo wystarczył lekki wysiłek fizyczny, stres lub kontakt z kimś nieznajomym a moje policzki wykwitały na purpurowo. Dodatkowo lekarka, która stwierdziła że "taki mój urok" utwierdziła mnie w przekonaniu, że mogę jedynie próbować to ukryć makijażem. Na dziś dzień sytuacja o wiele się polepszyła, wyrosłam już z kłopotliwego czerwienienia się i jedynym moim wrogiem jest pogoda.
Jednak nigdy przedtem nie miałam do czynienia z produktami do cery naczynkowej, bo najzwyczajniej w świecie nie wierzyłam w ich działanie. Ostatnio jednak dzięki współpracy z Magazynem Drogeria w moje ręce wpadła maseczka do cery naczynkowej firmy Avene i nieco zrewolucjonizowała moje poglądy.
Ale po kolei... :)


KONSYSTENCJA: Bezbarwna, żelowa emulsja. Konsystencja jest bardzo aksamitna i lekko wodnista w dotyku, nie tłusta.


ZAPACH: Bardzo delikatny, nie nachalny. Niestety nie potrafię go dokładniej zidentyfikować. Jak dla mnie jest neutralny: nie drażni mnie ani nie zachwyca.

APLIKACJA: Maseczkę należy nałożyć na skórę grubą warstwą, pozostawić na około 10 minut do całkowitego wchłonięcia, lub nadmiar zebrać wacikiem kosmetycznym. Dzięki swojej konsystencji maseczka bardzo gładko i przyjemnie rozprowadza się na skórze. Nie musimy jej pocierać ani rozcierać. Na buzi zachowuje się jak krem nawilżający: nie czuć jej, nie daje uczucia ściągnięcia wręcz przeciwnie delikatnie nawilża skórę. Bardzo szybko się wchłania a nadmiar można usunąć w bardzo delikatny sposób- resztki maseczki nie kleją się, nie ciągną, łatwo dają się zetrzeć wacikiem.


DZIAŁANIE: Najważniejsza część tego posta :) Jesień i zima to najgorszy okres dla mojej cery. Niskie temperatury, ogrzewanie w pomieszczeniach i pojazdach nie służą mojej buzi. I te ciągłe zmiany temperatury otoczenia doprowadzają mnie do szału: rano wychodzę z cieplutkiego domku a na zewnątrz jest koło 0 stopni, następnie wsiadam do zatłoczonego autobusu w którym jest mi gorąco, po 15 minutach znów jestem na zewnątrz, a jak doczołgam się do uczelni to wewnątrz znów jest ciepło. A po zajęciach powtórka z rozrywki. Często bywa tak, że po powrocie do ciepłego domu skóra na policzkach mnie po prostu pali i piecze oraz jest cała czerwona. Nienawidzę tego uczucia bo nic nie jest w stanie delikatnie ukoić mojej skóry. W takich sytuacjach testowałam maseczkę Avene. Już sama aplikacja wodnistego, żelowego produktu na twarz lekko łagodziła zaczerwienioną buzię. Maseczka delikatnie chłodzi, nie jest to jednak takie agresywne mrożenie, które paraliżuje nam twarz. Po upływie 10 minut skóra jest uspokojona, jaśniejsza, rumień jest niemal niewidoczny. Dodatkowo twarz jest delikatnie nawilżona. Po miesiącu regularnego stosowania co 3-4 dni moja buzia ma mniejszą tendencję do takiego palącego czerwienienia, co dla mnie już jest sukcesem. Maseczka jest teraz moim zimowym MUST HAVE :)

ZALETY/WADY:
+ bardzo podoba mi się niezwykła delikatność tego produktu
+ działa! uspokaja rumień, łagodzi uczucie pieczenia
+ ma bardzo przyjemną konsystencję
+ jest niezwykle wydajna- ilość wielkości 2 ziarenek grochu wystarcza mi na hojne pokrycie obu policzków
+ zapach jest delikatny i nienachalny
- nie podoba mi się, że ani na kartoniku ani na tubce nie ma słowa w języku polskim
- dostępność: tylko w aptekach
- cena

CENA A POJEMNOŚĆ/JAKOŚĆ: Z moich małych badań wynika, że tubka 50 ml kosztuje około 60-70 złotych. Na moją studencką kieszeń to bardzo duża kwota i to zdecydowanie jeden z największych minusów tego produktu. Jednak w przeliczeniu na wysoką wydajność maseczki i biorąc pod uwagę jej skuteczność to jestem w stanie przełknąć taką sumę i uznać to za dobrą inwestycję.


ASPEKTY ESTETYCZNE: Zgrabna, biała tubka. Prosta szata graficzna. Mi się podoba, lubię takie opakowania :)


Podsumowując:
Bardzo się cieszę, że ten produkt trafił w moje ręce. Nie udało mi się znaleźć w internecie żadnych opinii na jego temat więc nie wiem jak inni go postrzegają. Jednak natknęłam się na wiele pozytywnych opinii o kremie z tej samej serii, aż chyba poproszę o niego świętego Mikołaja ;)

Ciekawa jestem czy używałyście tej maseczki? Jakie macie opinie o tej serii?