Pokazywanie postów oznaczonych etykietą carmex. Pokaż wszystkie posty

Aktualna pielęgnacja twarzy

Od połowy września w mojej pielęgnacji twarzy zagościł względny minimalizm. Przekonałam się, ze moja skóra ma się najlepiej wtedy gdy nie przytłaczam jej ogromem produktów i zabiegów. Doszłam do takiego etapu gdy moja skóra na policzkach była non stop tak czerwona, że nie byłam w stanie zakryć jej makijażem. Przeraziłam się wtedy i poszłam do najbliższej apteki szukać pomocy. Na szczęście trafiłam na przemiłą ekspedientkę, która mimo małej bariery językowej, pomogła mi dobrać odpowiednie produkty do pielęgnacji. To ona zasugerowała, że problemem może być kontakt mojej skóry z wodą kranową. Zastosowałam się do jej rad a po miesiącu pobiegłam jej podziękować, bo nowa pielęgnacja zdała egzamin na 100%.

Mam skórę wrażliwą, naczynkową i bardzo łatwo czerwieniącą się. Dodatkowo ma dużą tendencję do przesuszania się.

Oto produkty, które sprawdzają się ostatnio najlepiej:


Pierwszym krokiem w mojej pielęgnacji jest oczyszczanie.
Niestety ze względu na nowe miejsce zamieszkania musiałam zrezygnować z mycia twarzy żelami i wodą. Niemal stuprocentowo ograniczyłam kontakt mojej skóry z wodą z kranu. 
Do zmycia makijażu dzielnie służą mi olej kokosowy oraz płyn micelarny z Biodermy, z serii AR przeznaczonej do skóry naczynkowej.
Oleju kokosowego używam do pierwszego oczyszczenia twarzy. Zmywam nim również makijaż oczu, spisuje się tu doskonale, jednak gdy użyjemy zbyt dużą ilość może to skutkować lekkim zamgleniem oczu. Mój egzemplarz jest olejem nierafinowanym, a więc przepięknie pachnie kokosem. Stosuję go również w pielęgnacji ciała i włosów. Zauważyłam także, że moje rzęsy polubiły taką metodę demakijażu bo zdecydowanie odżyły.
Po oczyszczeniu twarzy olejem kokosowym przemywam ją wacikiem nasączonym Biodermą, aby doczyścić twarz z resztek makijażu a także wyrównać jej Ph.

Po takim oczyszczaniu czuję, że moja twarz jest czysta, jednak nie wysuszona i nie pozbawiona tej wierzchniej warstwy lipidowej, jak to robią niektóre żele do mycia twarzy.

Gdy moja skóra jest podrażniona lub zaczerwieniona (np. od powietrza z grzejników) spryskuję ją wodą termalną z Avene. To malutkie opakowanie dostałam w gratisie przy zakupie kremu.

Moim ulubionym kremem jest obecnie Avene Anti-Rougeurs. Szybko się wchłania, nawilża skórę a co najważniejsze ma zbawienny wpływ na moje naczynka. Już po tygodniu stosowania widziałam różnicę w wyglądzie skóry, która wcześniej była non stop czerwona i piekąca. Krem ten ma też lekko zielonkawy kolor, którego nie widać po aplikacji, a który bardzo ładnie niweluje zaczerwienienia.  

Serum pod oczy z Alverde było kupnem w ciemno. Potrzebowałam pilnie coś pod oczy a to serum wyglądało całkiem zachęcająco. Ma ładny owocowy zapach, lekką konsystencję i szybko się wchłania. Nawilżenie jest przyzwoite. Jednak gdy go wykończę poszukam czegoś bardziej treściwego.
Przy okazji nie polecam kremu pod oczy Balea z serii Urea. Gdy go stosowałam to rano budziłam się z zapuchniętymi i szczypiącymi oczami. Koszmar. 




Gdy czuję. że moja skóra potrzebuje większego nawilżenia lub odżywienia sięgam po serum, które nakładam pod krem. Obecnie posiadam arganowe serum ze Starej Mydlarnii oraz serum z Bioliq.
Ten pierwszy baaaardzo lubię i przepięknie pachnie. O Bioliq nie mogę się za bardzo wypowiedzieć bo użyłam go do tej pory może ze dwa razy. 


Bardzo ważna jest dla mnie odpowiednia pielęgnacja ust. Nie lubię uczucia spierzchniętych lub przesuszonych warg, dlatego zapobiegawczo kilka razy dziennie sięgam po Carmex lub pomadkę z BabyLips. 


Od czasu do czasu, gdy mam ochotę nieco dopieścić moją skórę a ma to miejsce 1-2 razy w miesiącu, sięgam po maseczki. Lubię glinkę anapską, która świetnie uspokaja naczynka i odżywia skórę. Świetnie sprawdza się u mnie również Spirulina. Glinkę lub spirulinę mieszam zazwyczaj z hydrolatem z kwiatów pomarańczy.
Z gotowych maseczek drogeryjnych uwielbiam Ziaję i ich maski regenerujące. Zawsze jak jestem w Rossmanie to robię sobie zapas.



I to by było na tyle. Wiem, że dla niektórych osób taka ilość produktów może wydać się spora, jednak dla mnie jest to optymalna liczba. Nie eksperymentuję z moją skórą, nie testuję co 2 tygodnie nowych produktów i nie kupuję na wyprzedażach, rzeczy których prawdopodobnie nawet nie użyję.
Ustatkowałam się ;-)

Ulubieńcy ostatnich miesięcy- PIELĘGNACJA

Na przestrzeni ostatnich miesięcy zagościło u mnie sporo nowych kosmetyków, część z nich okazała się prawdziwymi perełkami. I to o nich będzie dzisiejszy post. Zapraszam!



Z kategorii żeli pod prysznic moją sympatię zdobyły ostatnio żele pod prysznic Balea. Ładnie pachną, wywiązują się z powierzonej im funkcji oczyszczania ciała i na dodatek kosztują mniej niż 1 Euro w drogerii DM. Nic tylko kupować.


Ulubionym peelingiem do ciała nominowany został cukrowy peeling ze Starej Mydlarnii. Ostatnio coraz bardziej rozkochuję się w tej marce a tej peeling jest tylko potwierdzeniem. Po jego użyciu skóra jest mięciutka i z taką przyjemną olejkową powłoczką. Zapach może nie do końca odpowiada białej czekoladzie, ale cóż, nie można mieć wszystkiego.


Masło do ciała- znów marka Balea. Z tego co się orientuję to masło pochodzi z limitowanej edycji, nad czym z całego serca ubolewam bo to masło jest genialne a mi pozostała zaledwie garstka na dnie. Ma dosyć gęstą, treściwą konsystencję ale przyjemnie rozprowadza się na skórze. Pachnie przepięknie niczym kakao Nesquik. Skład jest świetny, masło shea na drugim miejscu (na pierwszym jest aqua). Skóra po jego użyciu jest wspaniale odżywiona. No i cena z tego co się orientuje nie jest zbyt wygórowana. Nic tylko kupować!


Przez całe moje życie miałam jakąś awersję do oliwek do ciała. Zawsze wydawało mi się, że będę po niej śliska jak ryba wyciągnięta prosto z wody. Na szczęście oliwka Hipp pokazała mi, że jest inaczej. Wchłania się w skórę naprawdę ekspresowo, przy pierwszym użyciu przeżyłam niemały szok. Skóra po jej użyciu jest cudownie nawilżona. Wiele dziewczyn stosuje ją również do olejowania włosów, ale u mnie się w tej kwestii raczej nie sprawdziła. Lubię bardzo, zwłaszcza w sezonie zimowym.


Jeden ze zbawicieli mojej skóry- mgiełka do twarzy z wodą z kwiatu pomarańczy firmy Stara Mydlarnia. Kupiłam całkowicie przez przypadek za kilkanaście złotych a okazała się świetna. Moja skóra w okresie wrzesień-grudzień była w oplakanym stanie- stale zaczerwieniona, wrażliwa na wszystko, dodatkowo makijaż spływał mi z twarzy już po godzinie. Odkąd używam tej mgiełki moja skóra jest zdecydowanie bardziej ukojona, rumień się zmniejszył (co pewnie jest też zasługą kremu, o którym poniżej) i w końcu da się z nią jakoś dogadać ;) Koniecznie muszę się wybrać do Starej Mydlarnii uzupełnić zapasy!


Bardzo przyjemnie używało mi się również toniku z Lirene. Zakupiłam go po zobaczeniu recenzji na YT, którą z tego co pamiętam wrzuciła chyba Szavka (??). Bardzo przyjemnie odświeżał twarz, niwelował podrażnienia i uczucie ściągnięcia, o ile takowe wystąpiło. 


Moi kremowi ulubieńcy:
* Pharmaceris lekki krem głęboko nawilżający- cudeńko! Ma naprawdę leciutką konsystencję, która świetnie nada się pod makijaż jednocześnie zapewniając skórze całodniowe nawilżenie. Niestety wykończyłam go doszczętnie ale na pewno kupię kolejne opakowanie bo byłam oczarowana.
* Uriage Roseliane- zakupiłam go z myślą o bardzo uporczywym rumieniu, który mnie nękał. Z tego co pamiętam nie był tani, ale na szczęście spisał się na medal. Już po tygodniu używania zauważyłam poprawę, rumień był ukojony a po kilku miesiącach stosowania mój problem chwilowo ustąpił. Mimo kilku jego irytujących cech, bardzo go polubiłam i w sezonie zwiększonej aktywności moich naczynek na pewno po niego sięgnę.


Z maseczkami algowymi Organique zapoznała mnie koleżanka z pracy. Zakupiłam 2 saszetki na próbę i przepadłam. Fantastycznie łagodzą podrażnienia, uspokajają skórę, która po ich użyciu jest mięciutka jak pupcia niemowlęcia ;)


W kwestii pielęgnacji ust rządził nieprzerwanie Carmex. Nowością w mojej kosmetyczce jest balsam BabyLips od Maybelline, który okazał się bardzo przyjemnym zaskoczeniem i z dużą przyjemnością po niego sięgam.


Na koniec produkt może nie bardzo pielęgnacyjny, ale nie mogę o nim nie wspomnieć. Jest to zmywacz do paznokci z Inglota. Po masakrze jaką urządził mi rossmanowski zmywacz z Isany, Inglot okazał się wybawieniem. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem lakieru, a dodatkowo (co dla mnie jest kluczowe) nie wysusza płytki paznokcia.


Ufff i to by było na tyle.

Macie jakieś doświadczenia z produktami, które pokazałam? Jacy są Wasi topowi ulubieńcy pielęgnacyjni?

Moja złota 10 kosmetyków :)

Dzisiaj post o 10 kosmetykach, które zawsze muszę mieć w łazience/kosmetyczce. Są to produkty, których zużyłam już niezliczoną ilość opakowań i mimo ich wad ja darzę je ogromną sympatią :)

Kolejność przypadkowa.

1. Szampon Babydream- pomimo, że łączą nas relacje love-hate, to jestem od niego uzależniona. Stosuję go do włosów i spisuje się na medal- oczyszcza je i sprawia, że zyskują objętości. Służy mi także do mycia pędzli i również świetnie sobie radzi w tej funkcji. Nie wiem ile buteleczek przewinęło się przez moją łazienkę. Pomimo, że lubię testować nowe szampony to Babydream zawsze muszę mieć. Muszę w końcu się zebrać i napisać mu recenzję ;)


2. Lakier do włosów Taft czarny- tak, wiem lakiery do włosów to zuuuo. Ale łatwo to mówić osobom o grubych, gęstych włosach. Moje są tak cienkie, że najmniejszy powiew wiatru i moje włosy latają na wszystkie strony. Odkąd odkryłam czarnego Tafta to nie chcę już innego. Ten spisuje się u mnie w 100%. Nie śmierdzi jakoś tragicznie, dobrze utrwala włosy i co najważniejsze utrwalenie jest długotrwałe, wytrzymuje u mnie niemal cały dzień. Jakiś tragicznych uszczerbków na kondycji włosów nie zauważyłam, bo stosuję go głównie na grzywkę, którą regularnie podcinam oraz u nasady włosów.
Uwielbiam go, gdyby nie on to moja fryzura byłaby kompletną katastrofą. Dodatkowo zaraziłam nim mamę i koleżanki ;)


3. Dezodorant w sztyfcie Lady Speed Stick- pomimo, że często sięgam po inne marki to zawsze potulnie wracam do LSS. Uwielbiam ich zapachy, oraz to, że nawet gdy nieco się spocę nie zmienia drastycznie zapachu (pozdro Garnier!). Stopień ochrony przed potem również mi odpowiada.
Dezodorant gości u mnie już od lat, zaczęłam go używać będąc jeszcze w liceum.


4. Słynny już zmywacz z Biedronki. Od zmywacza nie wymagam dużo- ma dobrze zmywać lakier, nie odurzać mnie zapachem, być duży, tani i wydajny. Ten mi to zapewnia. Wiem, że dużo dziewczyn się na niego skarży, że wysusza im płytkę paznokcia, u mnie nic takiego nie zaobserwowałam a zużyłam już z 10 butelek.
(Uwaga! W Biedronce znajdziemy 2 wersje tego zmywacza: śmierdzącą i nieśmierdzącą. Radzę powąchać w sklepie przed zakupem :))


5. Krem do rąk Garnier czerwony- odkąd odkryłam go ubiegłej zimy nie rozstaję się z nim. Więcej pisałam o nim w TYM poście, więc zainteresowanych odsyłam do recenzji.


6. Odżywka do paznokci Eveline 8 in 1- w trudnych chwilach uratowała moje paznokcie i udało mi się zapuścić je do naprawdę sporych rozmiarów. Recenzję tego preparatu znajdziecie TUTAJ.


7.  Eyeliner z WIBO- dla mnie makijaż oka bez kreski to nie makijaż. Do tej pory używałam żelowych eyelinerów, ale były one nieco pracochłonne w użyciu. Dziewczyny na blogu poradziły mi wypróbować Wibo i przepadłam. Dzięki niemu mogę szybko i prosto namalować kreski. Więcej o nim napiszę w poście o eyelinerach, który jest w przygotowaniu.

Jak widać na poniższym zdjęciu opakowanie nie jest jego najmocniejszym atutem ;))

8. Carmex- niezastąpiony i cudowny. Najlepszy jeśli chodzi o pielęgnację ust. Nie będę się dłużej rozwodzić, jego recenzję znajdziecie TUTAJ.



9. Ziaja Bloker. Problem potliwości jest wstydliwy dla wielu kobiet. Ja również miałam z tym problem, zwłaszcza w okresie dojrzewania. Używałam wtedy Etiaxilu, który był bardzo mocny i niemal wypalał mi skórę. Na szczęście znalazłam Bloker, który jest delikatniejszy a również działa. Z czasem moja potliwość się uregulowała i obecnie sięgam po niego raz na 3-4 tygodnie, tak o zapobiegawczo.
Początkowo były duże problemy z jego dostępnością, jednak dzisiaj widziałam go nawet w Rossmanie.


10. No może to nie do końca jest kosmetyk, ale jakiś tam wpływ na wygląd oczu ma. Mowa o kroplach Visine. Mam bardzo wrażliwe oczy, skłonne do pękających żyłek i ogólnego zaczerwienienia. Dodatkowo pojawia się problem z suchością oczu. Krople ratują mi życie, nawilżają spojówki oraz obkurczają naczynia krwionośne.




No i to była moja złota 10 kosmetyków, które zachwyciły mnie tak, że nie wyobrażam sobie bez nich życia.

A jakie są Wasze kosmetyczne must have?

3 najczęściej używane smarowidła do ust :)

Moja usta mają dużą tendencję do przesuszania się, często borykam się też z problemami opryszczki. Stawiam więc na ich pielęgnację i często sięgam po różnego rodzaju balsamy i pomadki. Dziś przedstawię 3, które obecnie używam.




Zacznę od najsłabszego w mojej opinii produktu, czyli balsamu W7:

Opakowanie jest w stylu retro, cudne! Przyznaję, że to właśnie ono skusiło mnie do zakupu. Istnieją, o ile się nie mylę, 4 wersje tego balsamu, każda ma inną panią na opakowaniu. Ja skusiłam się na wersję brzoskwiniową. Niestety poza designem opakowania ten produkt niczym mnie nie zachwycił. Zapach jest ciężki do zidentyfikowania, nieco chemiczny. Konsystencja jest mało treściwa. Produkt trzeba nakładać palcami co również jest uciążliwe i niehigieniczne. Jest raczej transparentny, bardzo delikatnie barwi usta. Niestety stopień nawilżenia jest słaaaaabiutki. Po pół godziny od aplikacji moje usta znów są suche. Produkt nie jest drogi, z tego co pamiętam w Rossmanie kosztuje mniej niż 10 zł. W opakowaniu jest 7 g produktu. Niestety u mnie nie zdał egzaminu.


Pomadka firmy Bebe znajduje się w klasycznym szminkowym opakowaniu, z niebieską zatyczką, która zamyka się na tzw. klik, czyli nie ma obaw, że otworzy nam się w torebce. Zapach jest piękny, słodki, ale nie mdlący. Szminka jest bardzo kremowa i świetnie rozprowadza się na ustach. Fantastycznie nawilża i wygładza wargi. Efekt nawilżenia jest odczuwalny na długo. W Rossmanie kosztuje ok. 7 złotych za 4,9 g. Jest bardzo wydajna. Uwielbiam ją!



No i czas na zwycięzcę:

Niezaprzeczalny król moich ust! Nie wyobrażam sobie bez niego życia :) Carmex. Pamiętam gdy zaczynałam moją przygodę z blogami i YT tak wiele dziewczyn się nim zachwycało. W końcu nie wytrzymałam i zaciekawiona również kupiłam. Od tej pory się z nim nie rozstaję. Carmex dostępny jest w różnych typach opakowania (sztyft, wyciskana tubka, słoiczek) oraz zapachach (wiśnia, truskawka, teraz jakieś nowe wyszły zielona herbata bodajże?). Ja najchętniej sięgam po klasyczną wersję w słoiczku. Lubię tą twardą konsystencję i w moich odczuciu ten wariant jest najbardziej wydajny. Najmniej przypadła mi do gustu wersja truskawkowa w wyciskanej tubce, była jakaś taka mdła. Jakie są jego zalety? Przede wszystkim dogłębnie i długotrwale nawilża i odżywia wargi. Wielokrotnie uchronił mnie również przed zimnem, gdy tylko czułam, że moje wargi swędzą i coś się na nich dzieje, nakładałam Carmex grubą warstwą i problem mijał. Lubię to mrowienie ust tuż po nałożeniu. Dla niektórych problematyczny może być zapach- czuć w nim miód, czuć kamforę, jakąś miętę. Mi on kompletnie nie przeszkadza, mój nos już przywykł. Carmex kosztuje w Rossmanie ok. 8 złotych, wersja w słoiczku zawiera 7,5 g produktu. W moim odczuciu jest on bardzo wydajny, stosuję go codziennie przed snem + w razie potrzeby w dzień i spokojnie wystarcza mi na kilka tygodni. Mój chłopak również bardzo go lubi i chwali :)

A jaki jest ustowy Wasz typ? :)

Carmex Moisture Plus

Fanką klasycznego Carmexa jestem nie od dziś i muszę przyznać, że byłam mocno zaintrygowana gdy na rynek wypuszczono jego nową wersję Moisture Plus. Dzięki współpracy z Magazynem Drogeria w moje łapki wpadło to cacko i mogłam sobie potestować do woli ;)
Czas na werdykt!


Opakowanie wygląda interesująco i znacznie różni się od klasycznego Carmexu. Na szczęście jest ono solidne i nie ma możliwości aby samo otworzyło się w torebce lub uległo uszkodzeniu. W swojej konsystencji Mositure Plus niczym nie odbiega od sztyftowej klasycznej wersji.


Moisutre Plus pachnie jak typowy Carmex- kamforą, jednak jestem w stanie dodatkowo wyczuć lekkie, waniliowe nuty. Szminka łatwo i przyjemnie rozprowadza się na ustach, pozostawiając je nawilżone i gładkie. Wersja, którą posiadam jest bezbarwna więc usta są lekko nabłyszczone. Dobrze spisuje się zimą, chroni usta. Jej dodatkowym atutem jest to, że gdy "wyschnie" na ustach pozostawia je niezwykle słodkie ;)
Jednak porównując go z klasyczną wersją, którą uwielbiam, zauważam jedynie namiastkę Carmexowych właściwości. Moisture Plus nie regeneruje ust jak klasyczna wersja, stopień nawilżenia też jest dużo niższy.
Cena regularna Moisture Plus to około 15 złotych za 2 g co uważam za cenę mocno wygórowaną bo za 10 g klasycznego Carmexu zapłacimy ok. 8 zł. Z wydajnością również jest kiepsko bo ja moją szminkę zużyłam w niecałe 2 tygodnie.



ZALETY/WADY:
+ solidne i estetyczne opakowanie
+ waniliowe nuty w zapachu
+ ładnie nabłyszcza usta
+ usta są po nim słodkie ;)
+ dostępność
- wygórowana cena za małą pojemność
- słaba wydajność
- namiastka Carmexowych właściwości

Carmex Moisture Plus to nowość na rynku, której byłam bardzo ciekawa. Niemniej jednak zachwycona klasyczną wersją, jego nowa odsłona nieco mnie rozczarowała. Mam ochotę przetestować jeszcze różową wersję a nuż mnie zachwyci? :)

Haul zakupowy :)

Dzisiaj parę drobiazgów nabytych w ciągu ostatniego tygodnia:

Szampon Clear- jak dla mnie najlepszy szampon na rynku. Zawsze jak jest na niego promocja w Rossmanie to kupuję 2-3 na zapas :D


 

Po zachwycie nad kremem nawilżającym SopotSpa kupiłam też płyn micelarny z tej serii. Szału nie ma. Podrażnia oczy i nie pachnie tak jak krem ;( Cena ok 8 zł.

Podoba mi się zapach tego dezodorantu. Jest taki.... ogórkowy :)

Carmex- to chyba moje 3 opakowanie po tym jak go odkryłam gdzieś około października.

 
Pianka Nivea Volume.


Moja najnowsza miłość. Dostałam ją jakiś tydzień temu od mamy. Mój pierwszy kosmetyk firmy Astor (nie licząc błyszczyków). Jak narazie jestem zaaaaaachwycona. Świetny dozownik tuszu, na szczoteczkę nabiera się dokładnie tyle ile trzeba i nic nie trzeba wycierać o zbiorniczek. No i ta szczoteczka - nie skleja, świetnie rozczesuje i podkręca. Jestem na tak! Cena ok 30 zł.

Maskarę ta reklamuje Heidi Klum:
http://imworld.aufeminin.com/dossiers/D20110131/heidi-klum-astor-mascara-1-094711_L.jpg

Używałyście któregoś z wyżej wymienionych produktów?

3 odkrycia kosmetyczne roku 2010 :)

Zastanawiałam się nad zrobieniem podsumowania całęgo roku, jednak doszłam do wniosku, że po prostu wybiorę 3 najlepsze odkrycia kosmetyczne tego roku :)
No to zaczynamy!

1. Kosmetyk z którego odkrycia cieszę się najbardziej - Revlon Colorstay. Od zawsze poszukiwałam podkładu z którego będę w 100% zadowolona i w końcu go odnalazłam! Dobrze kryje, jest naprawdę supertrwały, nie robi maski na twarzy. Ma dużą gamę kolorystyczną, więc każdy łatwo odnajdzie swój odcień. Używam go dopiero od 2-3 miesięcy, ale jestem mega zadowolona i uważam, że warto było wydać trochę więcej niż zazwyczaj wydawałam na podkłady.

2. Następny produkt odkryłam dzięki mojej współlokatorce, która używa go już od paru dobrych lat i zawsze go chwali. Jest to transparentny matujący puder sypki z firmy Vipera. Kupiłam go zaciekawiona recenjazmi koleżanki i od razu się zakochałam. Jest on tani bo kosztuje ok 20 zł, dobrze matuje, nie zmienia koloru podkładu, nie ciemnieje na twarzy, jest dosyć trwały, jego opakowanie jest naprawdę spore i bardzo wydajne. Po prostu mój KWC!

3. Bardzo dużo dziewczyn chwali sobie Carmexa więc i ja z czystej ciekawości go zakupiłam. Przy pierwszym użyciu nie byłam zachwycona - pachnie kamforą i szczypało mnie w usta. Dopiero z czasem jego działanie mnie uzależniło. Jest po prostu cudowny! Zapach juz mi nie przeszkadza, moje usta są gładkie i miękkie. Carmex poradził sobie nawet z tzw. zimnem.
Całkiem niedawno zgubiłam Carmex. Szukałam go wszędzie i nie mogłam znaleźć. Wytrzymałam bez niego 3 dni i kupiłam następny. Ogłaszam wszem i wobec: Jestem Carmexoholiczką! ;)


To są moje 3 top produkty roku 2010. Nie zamienie ich na nic innego :)

A jakie są Wasze typy?


Uzyłam zdjęć ze stron:
http://www.viperasklep.pl/pudry-sypkie/81-vipera-profesjonalny-puder-sypki-rozswietlajacy-z-polyskujacymi-drobinkami-014.html
http://www.ashleynicolemakeup.com/wp-content/uploads/2010/06/Revlon-Colorstay.jpg
http://3.bp.blogspot.com/_8qOOz0OZv54/TOwP9JcdKlI/AAAAAAAAABI/w0fD_0d7vNk/s1600/carmex-original-stick-detail.gif